Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzina dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzina dziecko. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 maja 2014

Jak kochać swoje dziecko?

O tym, że bycie rodzicem nie jest proste, a modele wychowanie mogą być różne pisałam już tutaj  KOCHAM CIĘ MAMO....  i tutaj WSPIERANIE i tutaj RODZIC...
Pisałam też o tym, że relacje z rodzicami wpływają na nasze relacje w pracy TUTAJ i obiecałam wrócić do tego tematu w kontekście rodzic - dziecko.
Zatem wracam....
Moja Córka ma dopiero 3 latka i staram się zapewnić jej to, co najlepsze, być dla niej wsparciem, dodawać jej otuchy, siły i wiary. Chcę, aby wyrosła na silną, mądrą i samodzielną kobietę. Chcę, a czy to się uda, zobaczymy. I jest jedna rzecz, której na pewno będę chciała uniknąć, czy też taka którą chcę osiągnąć... dla mojej Córki mam być MAMĄ! 
Nie przyjacielem, nie koleżanką, nie towarzyszem... mam być przede wszystkim MAMĄ.
Chodzi mi właśnie o to, że to my dla naszego dziecka mamy być "opoką", nasz dom ma być jej przystanią... Czasem Rodzice tak bardzo "zaprzyjaźniają się" ze swoimi dziećmi, że stają się dla swoich dzieci ich "dziećmi". Nie mówię tu o opiece, gdy taka jest potrzebna, ale zachowaniu zdrowej bariery, granicy między tym co dziecko wie, a co powinno wiedzieć i w jakie kwestie jest, a w jakie powinno  być wciągane.
Mówię to, bo wiem, że jako "dziecko", trudno było mi zrozumieć pewne sprawy, a o niektórych wolałabym w ogóle nie słyszeć. Zanim poruszymy pewne tematy z dzieckiem przemyślmy kilka razy, czy to potrzebne, czy o tym akurat aspekcie, o tych wydarzeniach musi wiedzieć, co niby ma to wnieść w jego życie. A może wywoła to zamęt, który wcale nie jest potrzebny?
Nie traktujmy naszego dziecka jak "przyjaciela", któremu można zwierzyć się ze wszystkiego, bo mimo jego miłości i chęci zrozumienia, może to być dla niego zbyt trudne i wywrzeć negatywne skutki. 
Pamiętajmy także, że to jakie relacje panują w naszym domu, między rodzicami, między dzieckiem a rodzicami, ma przeogromny wpływ na życie dziecka. Ono patrzy, chłonie, bierze przykład... 
Dbając o nasze relacje dbamy o przyszłość naszego dziecka!
Przed nami weekend, za moją Rodziną wyjazd, który dodał nam siły i energii.... a każdego dnia szansa na bycie razem, dla siebie :)
Wiem, czasem po prostu nie mamy siły, natchnienia, energii... ja kiedy mam gorszy dzień, przypominam sobie słowa: "Żyj tak, jakby jutro miało Cię nie być"... działa.... 

A poniżej moje największe Szczęście :)




środa, 21 maja 2014

Intymność trzylatka

Niespodziewanie nadeszły u nas czasy kiedy to okazuje się, że przestrzeń życiowa naszego trzylatka, zaczęła mu nie wystarczać. Właściwie, to trochę stało się to przy okazji mojego majowego zapracowania. Dotychczas Olaf uczestniczył w zorganizowanych zajęciach ogólnorozwojowych w mojej szkole (Zabawy Elementarne) dwa razy w tygodniu, bo uznałam, że będzie lepiej jak trzy pozostałe dni tygodnia roboczego spędzi ze mną w domu do południa. Zazwyczaj wyglądało to tak, że Olo upominał się o uwagę, ja poirytowana ogarniałam dom, w ramach spaceru szliśmy na zakupy, potem wracaliśmy do domu gotować obiad i wychodziłam do pracy. Czasu spędzonego razem było niewiele, za to było sporo awantur i frustracji. Maj w mojej branży to trudny okres, stwierdziłam więc, że podejmę próbę i Olaf będzie uczestniczył w Zabawach od poniedziałku do piątku. Mąż od zawsze twierdził, że to mogłoby wpłynąć na jego rozwój pozytywnie, a ja bałam się, że będzie mu mnie mało. Ku mojemu zaskoczeniu, Olo wyniósł z tej sytuacji ogromne korzyści...rozwinął potrzebę intymności. Po godzinach zabaw z rówieśnikami bardzo chętnie daje mi całusy i wyznaje miłość, chętnie spędza czas z samym sobą i jego zabawkami. Najbardziej zaskoczył mnie fakt, że jak chce się zrelaksować, to wygania mnie z pokoju i zamyka drzwi. Spędza tam sobie około 10 minut i wraca do wspólnych domowych obowiązków- bo nie ma już ich na co dzień. Stał się bardziej kreatywny i wymyśla mnóstwo śmiesznych zabaw i sytuacji, a jako że zabawy ma po uszy coraz chętniej spędza ze mną czas na ćwiczeniach wymagających koncentracji, takich jak czytanie książek, pracach plastycznych. Jesteśmy teraz oboje szczęśliwsi, i chętniej spędzamy razem czas. Teraz dostrzegłam, jaki samodzielny jest mój trzylatek, a ja odzyskałam czas na przemyślenia, pracę nie po nocach, a przede wszystkim na pisanie :) Pozwólcie swoim dzieciakom rozwinąć skrzydła! Już nie mogę się doczekać września i jego pójścia do przedszkola.

środa, 14 maja 2014

Przedszkole - START. Jak przygotować dziecko do pójścia do przedszkola?

Zapisy do przedszkola wywołują sporo emocji. Podeszłam do tego dość na luzie i mile zaskoczona zobaczyłam, że moje dziecko się zakwalifikowało. Ucieszyłam się, ale też lekko przestraszyłam. Mamy za sobą próbę w klubie malucha, która nie zakończyła się sukcesem i nie pozostawiła miłych wspomnień u Małej. Każdy kto ją zna jest zdziwiony, biorąc pod uwagę, jak uwielbia kontakt z dziećmi, jest otwarta, odważna i mega kontaktowa. No, ale jak widać zasad w tym względzie nie ma.
Chcąc więc osiągnąć w tej dziedzinie pozytywne efekty zaczęłam szukać sposobów na przygotowanie jej do tego ważnego wydarzenia.  W końcu to jedno z najważniejszych w życiu naszego Malucha, a może najważniejsze, jeśli chodzi o rozwój społeczny. 
We wrześniu zdam relację, jak poszło. 
Dzisiaj jednak chciałam polecić wszystkim zatroskanym Rodzicom pozycję, którą żałuję, że dopiero teraz przeczytałam: "TWOJE DZIECKO szczęśliwe w przedszkolu", autorstwa psychologa, założycielki przedszkola Jovanki Jovicić
To pozycja skierowana według mnie nie tylko dla rodziców posyłających swoje pociechy do przedszkola, ale wszystkich. Pewne postawy, wykształcenie nawyków, danych umiejętności wymagają czasu i dlatego warto już wcześniej wiedzieć, na co zwrócić uwagę wychowując swoje dzieci. Pisałam już o podejściu do dziecka (roli rodziców), sposobach wspierania jego rozwoju (TUTAJ), mówieniu o emocjach (TUTAJ). Każdy rodzic chce być dla dziecka wsparciem, dodawać mu wiary i otuchy, ale nie zawsze mamy pomysł, jak to osiągnąć. I tu z pomocą przychodzi autorka wspomnianej książki. Książka napisana przejrzystym, łatwym językiem, z dużą ilością przykładów z życia wziętych. Zabawne ilustracje autorstwa dzieci, fragmenty rozmów z nimi, powodują, że czyta się ją z dużą przyjemnością. Co ważne, te fragmenty rozmów służą zilustrowaniu konkretnych wskazówek, nie pozostawiając niejasności. Można czytać i natychmiast wprowadzać w życie. 
Jak zatem przygotować Malucha do przedszkola? 
Od narodzin pracujmy nad poczuciem bezpieczeństwa i pewności siebie. Kochając nasze dziecko nie zapominajmy o konkretnych dowodach miłości (mówmy, przytulajmy itp), okazujmy zrozumienie ale też pamiętajmy o zasadach, konsekwencji w postępowaniu. Nie ma nic cenniejszego niż rozmowa, wspieranie, szanowanie odrębności dziecka, ale jednocześnie pamiętajmy o potrzebach zarówno dziecka, jak i naszych. Dziecko mając szacunek do własnej osoby, będzie miało go także w stosunku do innych.
U mnie dużo mówi się i emocjach, ale przyznam, że kiedy dziecko płacze lub jest smutne mam ochotę je rozweselić, odwrócić uwagę. Właściwie dlaczego? Przecież każda emocja ma prawo zostać wyrażona. Być może boimy się tych "negatywnych" emocji i dlatego chcemy ich uniknąć. Zdziwiłam się, kiedy w trakcie płaczu zaczęłam tłumaczyć, że każdy może płakać, kiedy jest smutny itd... a Sara zaczęła słuchać i po prostu się uspokoiła :)
Nie rozpatrujmy wszystkiego przez pryzmat dziecka, jeśli zrobiło coś nie tak, powiedźmy o naszych uczuciach w tym momencie, co byśmy zrobili inaczej. Chwalmy nasze dziecko i bądźmy dla niego wzorem. We wszystkim co robi pozostawmy mu swobodę, nie wyręczajmy go z codziennych czynności, angażujmy w prace domowe (oczywiście dostosowane do możliwości). To wszystko pozwoli mu odnaleźć się w grupie rówieśników, a jednocześnie nie zagrażając innym, będzie potrafiło zaspokajać własne potrzeby. W związku z tym musimy nauczyć je samodzielnie prosić o pozwolenie, rozróżniać postępowanie przypadkowe od celowego, nauczyć "przepraszać".
To tylko cześć rad, którymi dzieli się z nami autorka książki. Przyznam, że natychmiast wykorzystałam wskazówki i wiem, że efekty będą pozytywne.
Polecam tę pozycję serdecznie wszystkim Rodzicom, którzy chcą dobrze przygotować swojego Malucha do przedszkola i funkcjonowania w społeczeństwie :)
Zdjęcie i link do strony: Mała psychologia - Książki
Książkę miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości:
Wydawnictwa Beauty In Sp. z o.o. Press Sp. k..
Książka ukazała się w ramach serii wydawniczej Mała Psychologia.



Z takim uśmiechem do i z przedszkola :) 



wtorek, 6 maja 2014

Z dzieckiem do lekarza? Płacz czy uśmiech na twarzy Malucha?

Rola rodzica zobowiązuje :) do różnych rzeczy, a między innymi do wizyt z dzieckiem u lekarza.
Jakie macie doświadczenia z tych odwiedzin? Czy wasze Dzieci chętnie idą do przychodni, czy zaciągacie je podstępem lub nawet siłą?
Ja to mam w tym względzie szczęście. Moje Słońce lubi swoją Panią dr i jak do niej idziemy, zanosi jej w prezencie naklejkę, specjalnie wybraną z aktualnie dostępnych w domu.
Zabawne to i miłe...
Szczęście napisałam...ale to tak pozornie, bo wiem, że nasza "praca" z Sarą przyczyniła się do takiego stanu rzeczy. Zestaw lekarski do zabawy należy do ulubionych. Niemal codziennie jest w użyciu. Badanie lalek, misiów, nas na wzajem to standard. Ponadto książeczki o tejże tematyce przerobiliśmy wielokrotnie. Sam wybór w bibliotece swojej pierwszej książki o wizycie u lekarza też o czymś świadczy (tu o tym pisałam).
Pierwsza wizyta kontrolna u dentysty też za nami i mało tego, że poszła chętnie, to nie mogła doczekać się kiedy usiądzie na fotelu i dentysta obejrzy jej zęby. Musiała poczekać, bo patrzyła jak ten zajmuje się moją szczęką :)
Wiem, że nie każdy Maluch tak dzielnie znosi wizyty w przychodni i dlatego zachęcam Was do oswajania dzieci z tym tematem. Książeczki, opowieści, zabranie dziecka na swoją wizytę do dentysty, nawet filmiki w internecie (tylko tu uwaga, prędzej obejrzyjcie sami, bo można się zdziwić). Dziecko musi wiedzieć co je czeka, być na to przygotowane. Nie przewidzimy jego zachowania i reakcji na wszystko, ale ważne, aby wiedziało dokąd i po co idzie. Nie wymyślajmy, nie kolorujmy, dzieci czują czy mówimy prawdę, a jeśli dadzą się nabrać i na miejscu okaże się co innego - tracimy ich zaufanie i to na dłużej...A na zaufaniu dziecka nam zależy..
Poniżej moja mała doktor Sara :)



środa, 30 kwietnia 2014

Biblioteka? Dla kogo?

BIBLIOTEKA.... no muszę przyznać, że ostatnimi laty, jak chciałam coś przeczytać kupowałam książkę lub pożyczałam od znajomych. 
Przyszedł jednak czas na moją 3-latkę... i kto by pomyślał, że będzie miała z tego taką radochę. Jakie macie skojarzenia z biblioteką? Czy to miejsce przyjazne, przyciągające, czy wręcz przeciwnie?
Ja do dzisiaj pamiętam pierwsze książki wypożyczone w bibliotece szkolnej. To był "Konik garbusek" i "Szkoła nad obłokami". Lubiłam chodzić do biblioteki i choć czasy się zmieniły, uważam, że warto oswajać dzieci z tym miejscem.
To nie tylko miejsce gdzie można wypożyczyć książki. Można przyjść i spędzić miło czas. My od czterech miesięcy chodzimy na spotkania "Czytalińskich", w trakcie których rodziny z dziećmi poza czytaniem, twórczo, zabawowo, rozwojowo spędzają czas. Sara lubi te spotkania a dzięki nim "zaprzyjaźnia się" z biblioteką. Wypożyczyła swoje pierwsze książki... wybrała oczywiście "Z wizytą u lekarza" - ten temat uwielbia :) oraz książeczkę "Ciało". Jeśli prognozy pogody się sprawdzą, będziemy czytać intensywnie w majówkę.
Tak czy inaczej wizyta w bibliotece sprawiła jej mega frajdę. Pobawiła się znajdującymi się tam zabawkami, pooglądała książeczki i nie specjalnie chciała z niej wychodzić. I tak sobie właśnie pomyślałam, że po pierwsze będę opisywać ciekawe pozycje z literatury dziecięcej, które wpadną nam w dłonie a po drugie, że zrobię ten wpis. Po co? Żeby przypomnieć tym, co nie korzystają, że warto, choćby dla oszczędności; a przede wszystkim, żeby zachęcić do chodzenia z dzieciakami do biblioteki. Niech od małego wiedzą, że to miejsce przyjazne, atrakcyjne, pełne "przygód", które mogą przeżyć z bohaterami literackimi.
Poniżej zdjęcia z jednego ze spotkań "Czytalińskich"




niedziela, 27 kwietnia 2014

Kocham Cię Mamo...

KOCHAM CIĘ MAMO! KOCHAM CIĘ TATO!
Kto z rodziców nie czeka, aż jego Maluch wypowie te słowa?
Ja doskonale pamiętam, jak mój Mąż patrząc na Siostrzenicę tulącą się do taty i mówiąca te słowa, spojrzał na mnie znacząco. Wtedy jeszcze nawet o byciu w ciąży mi się nie śniło :)
A teraz mamy nasze Słońce i każdy dzień przynosi coś nowego... każdego dnia uczymy się razem egzystować i wyciągać z tego bycia razem, jak najwięcej.
Zastanawiam się czasem, czy robię wszystko, co mogę, czy to, co robię, jest dobre itp...
Myślę, że każdy rodzic wie o czym mówię....
I niestety nigdy tej pewności nie będziemy mieli. Jak wielu jest ludzi, tak wiele sposobów podejścia do własnego dziecka. 
Oczywiście możemy szukać porad, ale nie ma takich uniwersalnych, o czym już pisałam tutaj
Jedyną uniwersalną wg mnie jest poczucie miłości i zrozumienia. Bezwarunkowa i bezgraniczna jest miłość do dziecka, więc dlaczego o tym piszę?
Patrzę na moją Córkę i widzę ile "siły", pewności siebie daje jej nasza miłość. Mówię o tym, co czujemy, ale też o tym, że o niej (miłości) mówimy. Róbmy to jak najczęściej, niech nasze dziecko wie, że je kochamy... Nazywajmy sprawy po imieniu... ułatwimy mu funkcjonowanie w przyszłości. Dla małych dzieci nazywanie uczuć, określenie emocji jest trudne i to naszym zadaniem jest nazwanie ich, nauczenie radzenia sobie z nimi. Smutek, złość, żal a z drugiej strony radość, wdzięczność, i wiele innych - towarzyszą nam nieustannie, dlatego tak ważne jest, aby nasze dziecko potrafiło nazwać te emocje, mówić o nich, nie bać się szukać przyczyny danego stanu. Zadbajmy, aby miało odwagę przyjść do nas, kiedy je coś "boli" i porozmawiać o tym. Tłumione emocje mogą wyrządzić wiele krzywdy, zapoczątkować poważniejsze problemy, a przecież chcemy zapewnić swoim dzieciom, jak najlepszą przyszłość.
Zatem kochajmy, rozmawiajmy, tłumaczmy, bądźmy otwarci na to, co proponują dzieci. Dajmy im "wolność", nie zapominajmy, że maja prawo mieć gorszy dzień, mają prawo smutku i złości. Mały czy duży człowiek - emocje te same... a ich rozumienie i umiejętność radzenia sobie z nimi? Na to pytanie każdy odpowie sobie sam...
Miłego obcowania z Maluchami w ich świecie :)





Foto: pryw


środa, 23 kwietnia 2014

Ludzie, których kochasz...

Przyciągaj to, co dobre... czytaliście? Jeśli nie klik :)
Przyciągaj i żyj z ludźmi, z którymi chcesz żyć...
Czy tak się da, czy to możliwe?
Niestety to nie takie proste, by wiedzieć, że ci którzy stają na naszej drodze życie, to ludzie, którzy nas nie skrzywdzą, którym będzie zależało na naszym szczęściu...
Nie wszyscy niestety dobrze nam życzą, niektórzy wręcz zazdroszczą, a już najgorzej, jeśli działają na "naszą niekorzyść"...
Sama też spotkałam takich na swojej drodze życia i pewnie jeszcze spotkam... Całe szczęście są i tacy, którzy oddaliby za nas "życie"...
A co jeśli kochamy, a ta druga osoba nas rani....robi rzeczy, które nas bolą, nie zwraca uwagi na nasze uczucia, nie dba o nas, o nasze relacje....
Mówię tu raczej o relacjach partnerskich, ale nie tylko, bo każdym przypadku może się tak dziać.
Zamykamy się często z tymi naszymi odczuciami, w sercu czujemy, że powinno być inaczej.... rozum karze działać a my nic.... tylko milczymy i "gaśniemy". Gasną nasze uczucia, gaśnie entuzjazm.
Nie każdy z nas potrafi walczyć o swoje pragnienia, nie każdy potrafi mówić o uczuciach, o tym, co go boli, ale bez żadnych wymądrzeń pamiętajcie, że każdy ma prawo do szczęścia!!! Brzmi prosto i banalnie, a jednak tylu "nieszczęśliwych" spotykamy...
A może ten "drugi", nawet nie zdaje sobie sprawy, że nas rani. Może nie widzi, bo udajemy przed nim. Może nie widzi, bo mu tak wygodnie.
Ale jeśli nie spytamy go, nie powiemy o naszych odczuciach, nie zasygnalizujemy, że coś jest nie tak, to jak będzie wyglądało nasze wspólne życie dalej?
Rozmawiajmy, pytajmy, nie bójmy się zdziwienia, złości - pamiętajmy o sobie i swoim "ja".
Żyjmy tak, jakby jutra miało nie być! Nie odkładajmy na jutro, ale małymi kroczkami idźmy do przodu!



poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Relacje ... jak je rozpotrywać?

Ktoś zapytał mnie kiedyś: "Do kogo podobna jest ta osoba (chodziło o osobę, z którą źle mi się współpracowało), czyje cechy charakteru ma?" ( rozmowa dotyczyła relacji z rodzicami, i tego jak przekładają się one na nasze życie, nasze wybory itp - wrócę jeszcze do tego tematu).
W pierwszym momencie powiedziałam "nie, nie do mojej mamy, nie do taty". I właściwie jakoś to odsunęłam, ale kiedy na spokojnie sobie to przemyślałam, okazało się, że owszem tak jest... 
Pisałam wcześniej, żeby przyjrzeć się osobom za którymi nie przepadamy przez pryzmat siebie (tutaj KLIK), a teraz kolejna sprawa, przyjrzyjcie się np tym z którymi źle się współpracuje, ich oczekiwaniom, podejściu do was, sposobie traktowania was... Być może źle ich odbieracie, bo oni traktują was, jak wasi rodzice. Z kolei ich sposób "bycia" z wami, nie odpowiadał wam. A może jest tak, że to nasz sposób bycia, nasze cechy charakteru, nasze podejście powodują, że ludzie traktują nas w taki, a nie inny sposób?
Nie mnie oceniać, jak jest, ale warto spojrzeć na tą kwestię z różnych stron. Być może zrozumiemy, co powinniśmy zmienić... być może okaże się, że pora zmienić coś w sobie, że zacząć trzeba od siebie :)
Jeśli my wciąż będziemy tacy sami, nie możemy oczekiwać, że ludzie nagle zaczną nas inaczej traktować. Oczywiście najprościej oczekiwać od innych, ale może warto spróbować zmienić coś w sobie...
Życzę owocnych przemyśleń :)




piątek, 4 kwietnia 2014

Wspieranie rozwoju naszych Pociech :)

Temat Dzieci jest mi szczególnie bliski i codziennie od prawie 3 lat myślę, co mogę zrobić lepiej, co jeszcze mogę zrobić, żeby moja Córka Sara była szczęśliwa i rozwijała się, jak najlepiej.
Nie powiem nigdy, że bycie Mamą to prosta sprawa.... wątpliwości, pytanie, nieustanne uczenie się wspólnego bycia... 
To są piękne chwile, ale czasem i trudne... 
Mogłabym tu wiele pisać na ten temat, ale chciałam dzisiaj o wspieraniu rozwoju naszych Pociech.
Wielu z nas na myśl przychodzi nauczanie domowe, a w związku z tym negatywne skojarzenia.
Tak być nie powinno, bo wspieranie ma być czymś przyjemnym. Bez względu na to, co to będzie (nauka czytania, liczenia itp.) ma budzić pozytywne skojarzenia, emocje. To ma być czas, w którym dziecko jest na pierwszym miejscu, w którym cała uwaga skupiona jest na nim. Dziecko ma czuć, że jesteśmy z nim i dla niego. Naszą wiarą w sens tego co robimy możemy zarazić dziecko. Ale również odwrotnie, jeśli dziecko wyczuje sceptycyzm, samo się zniechęci i straci zapał. 
Nauka przez zabawę - to, co dla niego dobre, ma traktować jako zabawę, ma być dla niego atrakcyjne. Bardzo ważne jest, aby szanować dziecko i jego wybory. Nie narzucajmy mu co ma robić, pozwólmy wybierać (oczywiście w granicach rozsądku). Nie wolno działać wbrew jego woli, dajmy mu wybór - zaproponujmy kilka możliwości, znajdźmy wspólne zainteresowania. Jeśli będziemy robić coś z pasją, zarazimy nią dziecko. Ponadto jeśli mamy wykonywać coś systematycznie, musi sprawiać i nam przyjemność. A pamiętajmy, że regularność jest kluczem do sukcesu. Nie rezygnujmy więc z naszych pasji, zainteresowań, po prostu to, co przekazujemy dostosowujmy do wieku dziecka i doceniajmy je.
Oczywiście w tej systematyczności trzeba zachować umiar. Jeśli dziecko jest chore, zmęczone, widzimy, że nie ma ochoty na "zabawę" - zróbmy przerwę. Nawet jeśli dopiero zaczęliśmy.  
Taka złota zasada - skończ zanim dziecko samo będzie chciało skończyć, niech ciąg dalszy będzie dla niego zagadką, zaskoczeniem.
Przekazujmy mu umiejętności, wiedzę poprzez zabawę. Bądźmy dla niego wzorem, bo pamiętajmy, że dziecko uwielbia naśladować. Niech te wspólne chwile będą relaksem, przytulajmy się, wygłupiajmy i pod żadnym pozorem nie sprawdzajmy (to, czego dziecko się nauczyło często przychodzi z czasem). Unikajmy systemy nagród i kar - to dział krótkotrwale, chwalmy dziecko nie tylko jeśli coś mu się udało, ale także wtedy, kiedy spróbowało coś zrobić, podjęło wyzwanie :)
I nie wymagajmy zbyt wiele zarówno od dziecka, jak i od siebie. nie możemy mieć zbyt dużych oczekiwań, bo stracimy zapał. Pamiętajmy niektóre umiejętności mogą ukazać się dużo, dużo później...dziecko niejednokrotnie nas przecież zaskakuje swoją wiedzą, umiejętnościami i kompetencjami.


wtorek, 1 kwietnia 2014

Władza w związku?

Kto rządzi w związku?
Władza, przewaga, poczucie decydowania,  poczucie panowania… to ja trzymam rękę na pulsie, to ja wybieram, to ja ….
JA????
Dlaczego JA?
Każdy z nas lubi mieć poczucie decyzyjności. Lubimy czuć się „Panami” i „Władcami” – to chyba taka natura człowieka. Tworzymy związek, rodzinę – i niejednokrotnie mówimy „ja tu rządzę”.

Tylko, czy w związku chodzi o władzę?

Oczywiście, że nie i pewnie myślicie sobie, ależ odkrywcze, co ta Aga za banały wypisuje :)
Może i banały, ale niekiedy w takich codziennych sprawach nieźle potrafimy się zagubić.
Pisałam, jak ważne jest spojrzenie na drugiego przez pryzmat własnego działania (ZACZNIJ OD SIEBIE), i ta zasada dotyczy również aspektu związku, czyli mówiąc wprost MIŁOŚCI.

Jeśli zależy nam aby związek był udany, musimy dbać, aby w związku panowała RÓWNOŚĆ!

Można wymieniać mnóstwo zasad prowadzących do budowania szczęśliwego związku, ale jedną z nich jest właśnie poczucie równości. Mimo naszych zapędów do trzymania władzy, trzeba! Pamiętać o potrzebach drugiej osoby. Nic nie zdziałamy na siłę, nie zmusimy drugiej osoby do uległości i miłości jednocześnie (mówię o prawdziwym uczuciu).
Brak równości w związku może spowodować wiele kłopotów, przyczynić się do rozpadu, ale tak na co dzień prowadzi do braku wrażliwości na potrzeby drugiego i nie pozwala osiągnąć bliskości emocjonalnej.  Niby dwie połówki, a tak naprawdę każda osobno, bez satysfakcji z bliskości.
Podział władzy musi być równy!
Nie chodzi tu tylko o podział obowiązków domowych typu sprzątanie, opieka nad dzieckiem, zakupy, gotowanie itp. W tym wypadku istotna jest sprawiedliwe i uczciwe podejście do sprawy. Pamiętajmy, że działamy dla dobra wspólnego. Mowa o podejmowaniu ważnych decyzji, możliwości swobodnego wyrażania własnych opinii.
Aby zachować taką równość potrzebny jest szacunek dla drugiej osoby.
Czy poza dzieleniem uczuć, lęków, obaw z drugą osobą,  potrafimy „żyć samodzielnie”?  Czy dbamy o własny rozwój? Aby związek był długotrwały i udany nie możemy zapominać o sobie, swoich celach i pragnieniach.  Słuchajmy i mówmy, nie bójmy się jasno wyrażać czego pragniemy, co myślimy. W związku nie chodzi o to, aby chodzić i myśleć „o co mu/jej chodzi?” – nie dostosowujmy się do drugiej osoby, bo wcześniej, czy później będziemy mieli do niej żal, miejmy odwagę powiedzieć, co nam się nie podoba, co jest dla nas ważne. Jeśli obie strony czują się w związku równe i silne, mają poczucie godności, wiedzą, że ich zdanie jest ważne – to znaczy, że obrali dobrą drogę. Otwarta współpraca, docenianie drugiej osoby, wzajemne zaangażowanie, pozwalają poznać potrzeby drugiej osoby, poczuć się jej ważną a przede wszystkim zapewnić jej wsparcie. Szczera komunikacja, bezpośrednie rozmowy, bez kamuflowania i udawania.  
To wyższa sztuka, potrafić dzielić się z partnerem swoimi najskrytszymi myślami, zmartwieniami, przyznawać się do słabości, lęków. Odsłonić się przed druga osobą świadczy, że w pełni angażujemy się w związek.
Nikt nie powiedział, że życie we dwoje jest proste, ale życie w pojedynkę, też do takich nie zawsze należy. Choć mój związek trwa 18 lat (o rany, połowa mojego życia), wciąż uczymy się siebie… Zmieniamy się, zmienia się otoczenie, pojawienie się dziecka w życiu każdej pary powoduje olbrzymie zmiany… i mogłabym tak wymieniać… pamiętajmy, że związek to DWOJE LUDZI !!!

Fachowym okiem na ten temat więcej w artykule „Władza i miłość” – H.E.Marano – Magazyn COACHING (marzec/kwiecień 2014)







grafika: www.demotywatory.pl

niedziela, 23 marca 2014

Lewa półkulo do dzieła!

Ludzki mózg chyba nigdy nie przestanie zadziwiać. Jestem właśnie na etapie fascynacji mózgiem i jego możliwościami, a każdy artykuł książka po którą sięgam pełna jest nowych wiadomości, i zadziwia coraz bardziej. Dziś wpis o tym, jak ważne dla dzieci jest prawidłowe funkcjonowanie lewej półkuli i jak ją bezboleśnie podrasować:)

Lewa półkula kontroluje mowę oraz logiczne myślenie, tak bardzo potrzebne przy rozwiązywaniu problemów, zadań matematycznych i pojmowaniu nauk ścisłych. Może uznacie więc, że warto trochę z nią popracować. Jest to szczególnie polecane dzieciom z opóźnioną mową, czy zaburzeniami mowy. 

ĆWICZENIE 1
Słuchanie audiobooków bez tła muzycznego w słuchawkach w celu odizolowania od dodatkowych bodźców słuchowych

ĆWICZENIE 2
Zepsujcie w domu telewizor. Oglądanie telewizji rozleniwia mózg, a bajki tak na prawdę nie rozwijają nic. Po więcej informacji kliknij TUTAJ

ĆWICZENIE 3
Zabawy rozwijające motorykę małą. Rozwój mowy jest bezpośrednio połączony z rozwojem motoryki małej, a stymulacja małych paluszków najlepiej pobudza lewą półkulę. I nie chodzi tutaj tylko malowanie kredkami, czy pisakami- choć chwyt rzeczywiście powie nam wiele i szalenie pobudza lewą półkulę. Niemniej zabaw jest wiele i sami możecie je wymyślać. Oto kilka moich pomysłów:
- nie karm dziecka, niech samo się obsłuży. Najpierw pewnie rękoma, potem sztućcami.
- poćwicz z dzieckiem zapinanie i odpinanie guzików
- pozwól dziecku samodzielnie się ubierać i rozbierać
- pozwól dziecku odkręcać pastę do zębów, słoiki, podnosić pokrywki małych dzbanków
- kup dziecku nożyczki (koniecznie z zaokrąglonymi końcówkami lub plastikowe)
- porwij z dzieckiem papier na kawałki i zwińcie w kuleczki
- pobaw się z dzieckiem w zabawy paluszkowe typu Idzie kominiarz po drabinie

ĆWICZENIE 4
Poćwicz zapamiętywanie sekwencyjne. Rozłóż 3 dowolne obrazki, przedmioty powtórz kilka razy z dzieckiem ich kolejność. Zmieszajcie ich kolejność. Poproś dziecko o ułożenie w pierwotnej kolejności. 

A już wkrótce kilka pomysłów na trening mózgu dla dorosłych!

Jeśli macie swoje pomysły na stymulację lewej półkuli, zapraszam do komentowania!


*grafika dlamozgu.pl



sobota, 15 marca 2014

Rozwój wizerunku własnego ciała u dzieci.


Rozwój wizerunku własnego ciała kształtuje się od narodzin.
Jak to? – pomyślimy, przecież małe dziecko nie ma wiedzy na temat własnego ciała.
A jednak….
I tu właśnie rola rodzica się rozpoczyna. Rola tego, którego dotyk jest pierwszy i najważniejszy, który dzięki kołysaniu, masowaniu, przytulaniu, zabawom – zapewnia dziecku odpowiednią stymulację. Podejście rodzica do dziecka już od momentu jego pojawienia się na świecie jest niezwykle istotne. Wyobrażenia o dziecku, oczekiwania w stosunku do jego wyglądu, płci wpływają na to w jaki sposób do niego się odnosimy, z jakimi uczuciami się do niego zwracamy. I nie tylko my, bo także najbliższe otoczenie. Dzieje się tak przez kolejne lata jego życia.
W poście dotyczącym dobrych rodziców, pisałam, żeby wystrzegać się myślenia o tym jakie nasze dziecko "powinno być" i tu kolejny raz zwracam na to uwagę. Nasz osąd dziecka, krytykowanie go bądź chwalenie wpływa na kształtowanie się jego własnego wizerunku. Nie mając jeszcze poczucia indywidualności dzieci utożsamiają się z rodzicami, identyfikują się z ciałem rodzica. Jeśli więc mama, czy tata źle postrzega swój wygląd,  mówi o niedoskonałościach, a nie potrafi skupić się na tym, co ma pozytywnego, pięknego, duże prawdopodobieństwo, że dziecko będzie miało również niską własną samoocenę i postrzeganie własnego ciała. 
„Przez wszystkie lata rozwojowe dzieci internalizują sposób w jaki są dotykane, w jaki się o nich rozmawia oraz to czy są akceptowane/odrzucane przez członków rodziny.” (A.Brytek-Matera „Obraz ciała – Obraz siebie”).  Dlatego tak ważna jest akceptacja ze strony rodziny, chwalenie dziecka, mówienie o tym, co piękne  - nie tylko u maluszków, ale także u dzieci starszych.
Negatywne komentarze dotyczące wyglądu, masy ciała znajdują odbicie w późniejszym czasie i często stają się przyczyną problemów z odżywianiem (anoreksja, bulimia itp.).
Są to bardzo ważne kwestie, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy wizerunek kreowany w mediach zniekształca obraz własnego ciała (kult szczupłych kobiet, muskularnych mężczyzn).
Dajmy więc naszym dzieciom siłę, niech widzą i znają swoją wartość, promujmy pozytywny wizerunek ciała. Jak to zrobić? Podam za autorką wspomnianej książki kilka propozycji:
- zapewnijmy odpowiednią stymulację już od narodzin – poczucie bezpieczeństwa
- zachęcajmy dziecko do odkrywania siły fizycznej – niech dziecko czuje swoją skuteczność fizyczną, zna swoje możliwości, pozwólmy mu eksperymentować, poznawać różne formy ruchu, niech poznaje własne ciało
- nauczmy dzieci dostrzegać i odczuwać to, co płynie z wnętrza ciała  - odpowiednia reakcja na sygnały typu pragnienie, głód
- nie pozwalajmy innym negatywnie komentować czy kpić z wyglądu naszego dziecka – jeśli trzeba poruszmy tę sprawę w szkole z wychowawcą; nauczmy dziecko jak ma reagować na takie uwagi
- uświadamiajmy dziecku, że media kreują rzeczywistość, ale trzeba podejść krytycznie do tych przekazów
- zachęćmy dziecko, pomóżmy my samodzielnie określić wizerunek własnego ciała – znajdźmy wspólnie coś przyjemnego dla ciała – taniec, sport, poszukujmy zdrowych przepisów
- edukujmy nasze dziecko – uświadamiajmy mu jakie zmiany je czekają w okresie dojrzewania itp.
Niech nasze dzieci czują, że są kochane i akceptowane. Pozwólmy im rozwijać to, co w nich najlepsze. Nie blokujmy, tylko szukajmy i odkrywajmy razem z nim….
Życzę wszystkim Rodzicom dobrego życia i bycia z własnymi Dziećmi !




grafika:teatimeandwhiterabbits.blogspot.com

piątek, 14 marca 2014

Rodzic. Dobry wychowawca? Dobry przyjaciel? Dobry....

Niejednokrotnie my - rodzice zastanawiamy się, jakie będzie nasze dziecko, kiedy dorośnie? 
Czy prawidłowo postępujemy? Jak powinniśmy reagować na dane zachowania, na jak dużo pozwalać, czego zabraniać? 
Do tego oczywiście dochodzi wiele innych dylematów, które towarzyszą nam od pierwszych chwil bycia z naszym Maluchem.
Być Rodzicem uczymy się całe życie. Nie ma uniwersalnych rad, nie ma rad idealnych... 
Niedawno wpadła mi w ręce książka B.Bettelheim - "Wystarczająco dobrzy rodzice".
Zaciekawiły mnie pierwsze słowa na okładce: "...to książka zupełnie inna niż typowe poradniki... Niczego nie doradza ani nie nakazuje" i tak trafiła na moją półkę.
Podejście autora bardzo mi się spodobało, jego celem jest pokazanie jak wychować szczęśliwe dzieci i jak być rodzicem - wystarczająco dobrym, niekoniecznie doskonałym.
Główną zasadą relacji rodzic - dziecko jest próba stawiania się w jego sytuacji dziecka. 
Zastanówmy się, co czuje, jak postrzega świat i to, co się dzieje? 
Dlaczego się złości, jest uparte, kłamie?
Wejście w położenie dziecka, to nasze zadanie, które pozwoli nam zrozumieć jego zachowania. Jeśli sytuacja, która akurat ma miejsce znajduje odbicie w wydarzeniach z naszego dzieciństwa, jeszcze lepiej. Przypomnijmy sobie, co wtedy czuliśmy.
Zachowania złe, czy dobre są tylko elementem na drodze rozwoju.
Dla dzieci, to my jesteśmy wzorem i dlatego własnym zachowaniem powinniśmy je inspirować, wyznaczać im kierunek. Dzieci chcą widzieć swoich rodziców jako mądrych, doświadczonych, godnych szacunku, oczekują od nich wsparcia i rady, ale pamiętajmy, że nie możemy im wszystkiego narzucać. Jeśli zależy nam, aby się z nimi dobrze rozumieć, musimy najpierw zrozumieć siebie i nie myśleć wciąż o tym, jakie nasze dziecko "powinno być".  Reguły, nakazy, zakazy - oczywiście granice muszą być, ale w relacjach rodzic - dziecko musi być miejsce na spontaniczność. Te relacje maja być osobiste i ludzkie. To my rodzice zapewniamy im poczucie bezpieczeństwa, bez względu na to, ile dziecko ma lat. Jeśli sami nie czujemy się bezpiecznie, dziecko również nie będzie się tak czuło.
Pamiętajmy także, że dla dziecka przyszłość to jutro, lub góra za kilka dni - czym młodsze tym mniej zdolne patrzeć w przyszłość. Dlatego tłumaczenie dziecku, że musi coś zrobić, bo jak będzie dorosłe - jest raczej mało przekonujące.
I zawsze bez względu na naiwność, niedojrzałość pragnień naszych dzieci, dostrzegajmy je, mówmy o nich i bierzmy je pod uwagę. Jeśli dziecko zastosuje się do naszych rad na siłę, będzie odczuwało to jako porażkę i niekoniecznie przyniesie to dobry efekt. Zadowalające dla obu stron będą rozwiązania uwzględniające pragnienia obu stron. 
Do tematu będę wracała :)
Miłego weekendu z naszymi Maluchami... może jutro to nasze dziecko zaplanuje choć część dnia :)







grafika: www.naukawpolsce.pap.pl



piątek, 7 marca 2014

Kształtujemy nawyki żywieniowe...

Neofobia... strach przed nieznanym. Pojęcie to znalazło zastosowanie również w dietetyce, jako strach i unikanie nowych potraw... 
Niby nic takiego, a jednak bardzo ważna kwestia.
Od najmłodszych lat kształtujemy nawyki żywieniowe naszych dzieci. 
Dlatego tak ważne jest urozmaicanie diety, stosowanie zdrowych produktów, wyrabianie dobrych odruchów.
Strach przed nowym jedzeniem można jednak pokonać. Badania wskazują, że ekspozycja na nowe potrawy może zmienić preferencje. Nie wystarczy jednorazowy kontakt z nowym, potrzeba około 8-10 ekspozycji. Z czasem jest coraz łatwiej wprowadzać nowe produkty i można je kumulować.
Moje obserwacje potwierdzają także fakt, że problem ten częściej występuje u mężczyzn niż
u kobiet, a często ma charakter rodzinny. Minimalnie występuje u niemowląt, ale częściej
u przedszkolaków.
Mówimy często, że dzieci wybrzydzają, a one po prostu boją się nowego.
Jak możemy sobie z tym radzić?
Sposobów można znaleźć zapewne wiele, ale warto już od najmłodszego przyzwyczajać nasze dzieci do kosztowania. Kiedy patrzę na moje dziecko, wiem, że dzięki urozmaiconej diecie, ma odruch próbowania wszystkiego. Ja należałam do tych, co wybrzydzają, ona próbuje i ewentualnie, wypluwa to, co jej nie smakuje.
Pamiętajmy, że dzieci bardzo ulegają wpływom, obserwują co my jemy, co na talerzu ma ich kolega. 
Obserwowanie innych wpływa na zmianę ich preferencji.
Życzę smacznego, zdrowego życia... w końcu nikt nie lubi nudy i monotonii - czy to w kwestii spędzania czasu, czy tego, co znajduje na talerzu :)



czwartek, 6 marca 2014

Dlaczego warto czytać dzieciom?

Do bycia Rodzicem można się przygotować, można chodzić do szkoły rodzenia, przeczytać literaturę dotyczącą wychowania itp, porozmawiać z innymi Rodzicami i wiele innych...
Trzeba jednak, aby ten mały  'Robak' pojawił się na świecie, żeby zrozumieć, że to wszystko to był tylko skrawek tego, co teraz się dzieje, co przed nami.
My chcieliśmy zrobić wszystko najlepiej jak mogliśmy i w związku z tym, już mieszkając w brzuchu, nasz Skarb słuchał bajek, wierszy i muzyki.
Niech sobie myśli, kto co chce, ale wiem, że to był trafiony pomysł... bez przechwałek, ale mamy małą wygadaną 3-letnią mądralińską.
Sama jeszcze nie czyta, ale kto wie, może niedługo nadejdzie taki dzień.
Nie ma jednak powodów, aby takie fakty przyspieszać. Wszystko musi iść naturalnie, swoim tempem. I właśnie dlatego piszę ten post, dla Rodziców, którzy porównują swoje dzieci do innych, którzy naciskają na dzieci i robią wszystko, żeby były 'mądrzejsze' (w szerokim znaczeniu tego słowa). Do tego tematu będę wracać, ale dzisiaj właśnie o czytaniu.
Jeśli nasze dziecko uczy się czytać, nie wymagajmy od niego, aby czytało nam na głos. To nadal my Rodzice powinniśmy mu czytać. Czytanie ma być przyjemnością, a nie powodem do stresu, a jeśli dziecko nie potrafi jeszcze płynnie czytać, stresuje go to. Ponadto nie potrafi skoncentrować się na treści, tylko na składaniu liter. Pozwólmy mu czytać po cichu, a przyniesie to lepsze efekty.
Żeby zachęcić do czytania dziecku, wymienię tylko kilka zalet:
- dziecko uczy się rozumieć tekst, uczy się skupiać, poznaje nowe słownictwo, czuje bliskość rodzica; to moment wyciszenia, odpoczynku dla dziecka...
Pamiętajmy czytać możemy w każdym momencie, nawet jeśli dziecko bawi się, układa, nic nie stoi na przeszkodzie, aby czytać mu fragmentu jego ulubionych bajek.
grafika: dzieci.ksiaznica.bielsko.pl